Czy przemysł jest naprawdę bezpieczniejszy, czy po prostu zgłasza się mniej urazów?

Ryzyko ukryte między statystykami

160

Bezpieczeństwo pracy pod lupą

W ostatnich latach statystyki dotyczące wypadków przy pracy w Polsce wydają się napawać umiarkowanym optymizmem. Według danych GUS w 2024 roku odnotowano około 67 tys. osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy, co oznacza spadek o 2,4% względem roku poprzedniego. Jednocześnie wskaźnik wypadkowości zmniejszył się z 4,9 do 4,8 poszkodowanych na 1000 pracujących.

Na pierwszy rzut oka można uznać, że polskie zakłady produkcyjne stają się coraz bezpieczniejsze. Automatyzacja, robotyzacja, rozwój systemów monitorowania i coraz wyższe standardy BHP powinny prowadzić właśnie do takich rezultatów. Jednak wielu specjalistów ds. bezpieczeństwa pracy zadaje dziś niewygodne pytanie: czy liczba wypadków rzeczywiście maleje, czy może część zdarzeń po prostu nie trafia do oficjalnych statystyk?

Dane pokazują poprawę, ale nie wszędzie

Analizując dane GUS z ostatnich lat, można zauważyć znaczne wahania liczby zgłaszanych wypadków. Przykładowo już w pierwszym kwartale 2024 roku liczba osób poszkodowanych wzrosła o 7,9% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, a liczba wypadków śmiertelnych zwiększyła się ponad dwukrotnie.

Również najnowsze dane wskazują, że mimo niewielkiego spadku całkowitej liczby poszkodowanych, wskaźnik wypadkowości w 2025 roku wzrósł z 4,80 do 4,85 na 1000 pracujących. W przemyśle ciężkim, górnictwie czy gospodarce odpadami wskaźniki pozostają wielokrotnie wyższe niż średnia krajowa.

Oznacza to, że rzeczywisty poziom ryzyka nadal pozostaje wysoki, szczególnie w branżach produkcyjnych i utrzymaniu ruchu.

Problem niedoszacowania wypadków

Eksperci BHP od lat zwracają uwagę na zjawisko tzw. underreportingu, czyli niezgłaszania części urazów i zdarzeń potencjalnie wypadkowych.

Powody są różne:

  • obawa pracowników przed negatywną oceną przełożonych,
  • presja produkcyjna i chęć uniknięcia przestojów,
  • skomplikowane procedury powypadkowe,
  • przekonanie, że „to tylko drobny uraz”,
  • niechęć kierownictwa do pogorszenia wskaźników bezpieczeństwa.

W praktyce wiele niewielkich skaleczeń, stłuczeń czy przeciążeń mięśniowo-szkieletowych nigdy nie zostaje formalnie zgłoszonych. Tymczasem właśnie takie zdarzenia często stanowią pierwsze sygnały ostrzegawcze przed poważniejszymi wypadkami.

Kultura bezpieczeństwa kontra kultura wskaźników

W wielu zakładach produkcyjnych funkcjonują programy „zero wypadków”. Idea jest słuszna, jednak niewłaściwie wdrożona może prowadzić do paradoksalnych efektów.

Jeżeli menedżerowie są oceniani wyłącznie na podstawie liczby zgłoszonych wypadków, pojawia się pokusa ograniczania raportowania zamiast eliminowania zagrożeń. W efekcie organizacja może osiągać doskonałe wyniki statystyczne przy jednoczesnym utrzymywaniu wysokiego poziomu rzeczywistego ryzyka.

Nowoczesne przedsiębiorstwa coraz częściej odchodzą od mierzenia wyłącznie liczby wypadków na rzecz analizowania tzw. wskaźników wyprzedzających (leading indicators), takich jak:

  • liczba zgłoszonych zdarzeń potencjalnie wypadkowych (near misses),
  • liczba audytów bezpieczeństwa,
  • udział pracowników w programach BHP,
  • czas usuwania zidentyfikowanych zagrożeń,
  • liczba zgłoszonych obserwacji niebezpiecznych zachowań.

Takie podejście pozwala wykrywać problemy, zanim dojdzie do urazu.

Automatyzacja nie eliminuje wszystkich zagrożeń

Współczesne zakłady produkcyjne inwestują w roboty przemysłowe, coboty oraz systemy monitorowania maszyn. Dzięki temu ograniczana jest liczba prac wykonywanych w strefach szczególnego zagrożenia.

Jednak automatyzacja tworzy również nowe rodzaje ryzyka:

  • prace serwisowe przy złożonych systemach automatyki,
  • błędy podczas blokowania źródeł energii (LOTO),
  • interakcje człowieka z robotami współpracującymi,
  • przeciążenia wynikające z nadzoru wielu systemów jednocześnie.

Dlatego malejąca liczba tradycyjnych urazów mechanicznych nie zawsze oznacza spadek całkowitego poziomu zagrożeń.

Największe zagrożenie: brak informacji

Dla działów utrzymania ruchu najgroźniejsza jest sytuacja, w której organizacja traci zdolność identyfikowania problemów.

Jeżeli pracownicy nie zgłaszają drobnych urazów, niebezpiecznych sytuacji lub usterek bezpieczeństwa, kierownictwo otrzymuje zafałszowany obraz rzeczywistości. W efekcie decyzje inwestycyjne, modernizacje maszyn i działania prewencyjne są podejmowane na podstawie niepełnych danych.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa coraz częściej podkreślają, że wzrost liczby zgłoszeń zdarzeń potencjalnie wypadkowych nie powinien być traktowany jako porażka systemu BHP. Wręcz przeciwnie – może świadczyć o rosnącym zaufaniu pracowników i dojrzalszej kulturze bezpieczeństwa.

Wnioski dla inżynierów i kadry utrzymania ruchu

Choć statystyki wskazują na stopniową poprawę bezpieczeństwa pracy w Polsce, same dane o liczbie wypadków nie dają pełnego obrazu sytuacji. Rzeczywisty poziom bezpieczeństwa zależy nie tylko od liczby urazów, ale również od jakości raportowania zagrożeń i otwartości organizacji na zgłaszanie problemów.

Dla inżynierów utrzymania ruchu oznacza to konieczność patrzenia szerzej niż na wskaźnik LTIFR czy liczbę dni bez wypadku. Równie ważne stają się analiza zdarzeń potencjalnie wypadkowych, budowanie kultury bezpieczeństwa oraz zachęcanie pracowników do zgłaszania nawet pozornie nieistotnych incydentów.

Bo najbezpieczniejszy zakład to nie ten, który nie zgłasza wypadków – lecz ten, który potrafi się uczyć z każdego zagrożenia.